Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kinga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kinga. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 grudnia 2016

Życzenia Świąteczne


Kochani,

Życzymy Wam wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, chwili zapomnienia o tęsknotach, otwarcia na Boży plan i pomyślnego Nowego Roku.

A do życzeń jeszcze wierszyk ks. Jana Twardowskiego :)

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.

Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego.

Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce.

piątek, 22 kwietnia 2016

Moc uwielbienia

Chciałabym Was zachęcić do lektury książki „Moc uwielbienia” Merlin R. Carothers. Do tej lektury nie trzeba szczególnie namawiać, wystarczy przeczytać kilka pierwszych stron i sama się broni. Trzymając ją w ręku po raz pierwszy uznałam, że to chrześcijańska książka jakich wiele. Tymczasem zdumiała mnie, wyostrzyła zmysły, niewiele ponad 200 stron a ja czuję się odkrywcą. W internecie i prasie znajdziecie jej recenzje, więc nie zamierzam się zatrzymywać na tej płaszczyźnie. Skupię się na treściach, które wywróciły moje postrzeganie uwielbienia Boga.

Będąc kilkukrotnie na nabożeństwach uwielbienia, nie rozumiałam ich. Sądziłam, że uwielbienie to umiejętność zarezerwowana dla osób „głębokiej wiary”, w każdym razie nie dla mnie (poszukującej, wątpiącej, upadającej) i ograniczająca się do konkretnej mszy św. Tymczasem uwielbienie Boga powinno być sposobem życia. Mamy wielbić Boga za każdą sytuację, której doświadczamy. Natychmiast zjawiła się u mnie pokusa, żeby „na próbę” wielbić Boga za trudności, których doświadczam, a wtedy Bóg je przemieni. Jednakże uwielbienie nie może się opierać na naszych warunkach,  naszej nadziei na zmiany w przyszłości, to nie może być motywacją, inaczej nie będzie szczere. „Uwielbienie polega na akceptacji teraźniejszości…akceptacji Bożej woli względem nas…”. 

Skoro tak, po co wielbić Boga? Bo „Bóg ma doskonały plan na twoje i moje życie…ale punkt zwrotny nie może nastąpić, dopóki nie zaczniemy  wielbić Boga za naszą sytuację, zamiast krzyczeć, żeby to wszystko zabrał.” Bóg tak kieruje naszym życiem dopuszczając trudności, by przyciągnąć nas do siebie i pokazać nam jak bardzo Go potrzebujemy. Bóg doświadczając nas wyprowadza z tego dobro, nawet jeśli po ludzku jest coraz gorzej, uwielbiajmy Go, bo jeśli tylko opieramy się Jego słowie w tym czasie nasza wiara wzrasta. Świadectwa wykorzystane przez autora, potwierdzają, że jeśli  szczerze wielbimy Boga, Jego moc wpłynie na sytuację, w której jesteśmy  i wkrótce zauważymy tę zmianę w nas lub wokół nas.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, tak jak ja, że do uwielbienia Boga w trudnościach potrzeba wielkiej wiary, a my nie czujemy się na siłach, jest dla nas dobra wiadomość. „ Wiara  nie powstaje w naszych emocjach, uczuciach. Wiara jest sprawą woli”. Zatem wystarczy podjąć decyzję, że wierzę. 

Książka jest bogata w Boże prawdy, do których będę wracała. Nie sposób ich wszystkich przytoczyć. Zapewne każdy zwróci uwagę na coś innego. Nadmienię tylko, że mój poprzedni post dotyczył mojej niecierpliwości, a w książce znalazłam spory fragment na ten temat, który jest odpowiedzią na moje rozterki.   

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Niecierpliwość

Już jako dziecko byłam niecierpliwa. W domu, w pracy, nawet na urlopie bywam niecierpliwa. Niecierpliwie modliłam się o dziecko i tak samo niecierpliwie go oczekiwałam. Z tą moją niecierpliwością trudno mi samej. Podjęłam jednak wyzwanie, które zresztą rzuciłam sama sobie, zmienię się dla dobra ogółu :). Oczywiście poza pracą nad sobą, niezbędna będzie modlitwa do Ducha Świętego o JEGO owoce – tym razem o cierpliwość.  Jak ważny to przymiot chrześcijanina przypomina Biblia w wielu miejscach. Doskonałym wzorcem cierpliwości jest dla nas Bóg, który nieustannie ją nam okazuje.  

"Niech to jedno, umiłowani, nie uchodzi uwagi waszej, że u Pana jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania." (2 Piotr. 3,8-9 BW)

Bóg rozwija naszą cierpliwość, często na drodze trudnych doświadczeń. Z tym się najtrudniej zgodzić, ale jesteśmy uczniami Chrystusa i we wszystkich życiowych próbach mamy zwycięstwo, cierpliwość jest jednak niezbędna, żeby to zauważyć.

"Poczytujcie to sobie za najwyższą radość, bracia moi, gdy rozmaite próby przechodzicie. Wiedząc, że doświadczenie wiary waszej sprawia wytrwałość, Wytrwałość zaś niech prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków." (Jak. 1,2-4 BW)

Na koniec fragment utworu R. Brandstaetter,polskiego pisarza i znawcy Biblii, który zawsze porządkuje moje niecierpliwe myśli…

„…Nic się nie dzieje przedwcześnie,
i nic się nie dzieje za późno,
i wszystko się dzieje w swoim czasie wszystko…
Wszystkie uczucia, spotkania,
odejścia, powroty, czyny i zamiary.

Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary.”

piątek, 18 marca 2016

Męstwo


O roli mężów wspierających nas podczas zmagania się z bezdzietnością już pisałyśmy, ale jest to temat na tyle ważny, że warto się jeszcze  nad nim zatrzymać. 

Myślę, że męstwo to przymiot, który ich najlepiej charakteryzuje. Tylko, że w dzisiejszych realiach jest to cecha niemalże archaiczna. Skąd zatem nasi mężowie mają brać przykłady, gdzie szukać autorytetów i jak kształtować swoją postawę? Okazuje się, że nie jest tak źle, bo w wielu parafiach powstają wspólnoty mężczyzn dla, których przywiązanie do Boga nie jest oznaką słabości. Przeciwnie, dodają im one odwagi, pozwalają poczuć się obrońcą i  przywódcą duchowym swoich rodzin, oraz nawiązać prawdziwe męskie przyjaźni. Uprzedzając pytanie, po co mężczyznom odrębne wspólnoty, odpowiem, że mężczyźni inaczej niż kobiety przeżywają swoja wiarę, co często przejawia się (jak u św. Józefa) milczeniem. 

Szczególnie bliska jest mi wspólnota dla mężczyzn Przymierze  Wojowników- bo na co dzień widzę jej owoce.  Przymierze Wojowników podejmuje wiele działań m.in. organizuje dla mężczyzn Msze Święte z konferencją o „Bożych mężczyznach”  ( drugi czwartek miesiąca o 19:15 w kościele Zesłania Ducha Świętego na ul. Broniewskiego 44 w Warszawie) 

Równie wartościowa jest inicjatywa Przymierza Wojowników „ Szturm Nieba w intencji poczęcia i szczęśliwego narodzenia dziecka w Twoim małżeństwie.  http://szturm.przymierzewojownikow.pl/start-2/.

Sądzę, że męska wspólnota modlitewna stanowi nie tylko płaszczyznę duchowego rozwoju męża, ale jest też błogosławieństwem dla małżeństwa.

Chcę więc, by mężczyźni modlili się na każdym miejscu, podnosząc ręce czyste, bez gniewu i sporu” (1 Tym 2, 8).

poniedziałek, 14 marca 2016

Adopcja? Na odległość?

Temat adopcji u par starających się o dziecko, często budzi wiele emocji. Dobrze je znam, ponieważ sama przeszłam od buntu do pragnienia spełnienia się  w rodzicielstwie adopcyjnym.
Przyznaję, chciałam wywołać emocje i sprowokować Was do zastanowienia nad adopcją…na odległość. W żadnym razie nie chcę porównywać odpowiedzialności spoczywającej na rodzicach adopcyjnych z zobowiązaniem wynikającym z adopcji na odległość. Nie mniej jednak, warto się nad nią zastanowić, ponieważ jest to kolejna okazja do spotkania Jezusa w drugim człowieku.

W adopcję na odległość zaangażowałam się na wiele lat przed pojawieniem się wielkiego pragnienia dziecka, a także przed decyzją o poszukiwaniu swojego rodzicielstwa na drodze adopcji. Nie wiem czy to doświadczenie wpłynęło na moją późniejszą decyzję o pojawieniu się w Katolickim Ośrodku Adopcyjnym, ale mam nadzieję, że mnie uwrażliwiło, ubogaciło wewnętrznie. Bo adopcja na odległość poza wymiarem finansowym, to przede wszystkim płaszczyzna spotkania z małym człowiekiem, nie bezpośrednio, ale w nieco zapomnianych już listach. To może być okazja, aby poczuć odpowiedzialność za Jego utrzymanie, zdrowie, edukację, za Jego przyszłość. W końcu to poczucie, że jest Ktoś, kto ciepło o nas myśli i modli się w naszej intencji.

Muszę Wam zdradzić, że moja mama za każdym razem jest głęboko poruszona jak otrzymuje list, w którym nie wprawiona rączka kreśli „My Dear Mum…”


Zdaję sobie sprawę z wielości inicjatyw dobroczynnych, nie raz trzeba wybierać, ale w takich momentach przypominam sobie słowa Ewangelii: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 40).   
                         



czwartek, 3 marca 2016

Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same – Phil Bosmans.

Najpiękniejsze chwile przyjdą same? Naprawdę? Pomyśl, przypomnij sobie takie chwile w Twoim życiu. W jakich okolicznościach poznałaś swojego męża? Jeśli nie jesteś moją koleżanką imieniem zaczynającym się El.., która „upolowała” swojego męża to zapewne nie spodziewałaś się, że właśnie tego dnia poznałaś towarzysza na całe życie. Czy Wasze poznanie, poznawanie, ślub to nie były jedne z najpiękniejszych chwil Twojego życia? Odpowiem za siebie „tak”! 

Wiesz, że Wasze spotkanie nie jest dziełem przypadku. Jesteście dla siebie stworzeni pomimo różnic i trudności, wspieracie się, zwłaszcza teraz. Podobnie jak nie planowałaś męża, jego cech, terminu Waszego spotkania, postaraj się nie planować dziecka. Zaufaj Bogu. Bóg ma dla Was piękny plan na życie, pragnie dla Was życia w obfitości.

Jako nastolatka niecierpliwie czekałam na miłość, wówczas poznałam wiersz Jana Twardowskiego „Czekanie”. Sytuacja się zmieniła, zmieniło się OCZEKIWANIE, ale wiersz pozostał aktualny.

        Myślisz - znowu się spóźnia
        zaraz się obrażasz
        marudzisz jak sikorka ta brzydsza bez czubka
        kto miłości nie zaznał już jej nie odnajdzie
        a kto na nią wciąż czeka nikogo nie kocha
        martwi się jak wdzięczność że pamięć za krótka
        miłość dawno przybiegła i uklękła przy nas
        spokojna bo szczęście porzuciła ciasne
        spróbuj nie chcieć jej wcale

        wtedy przyjdzie sama.

sobota, 13 lutego 2016

Walentynki… i co z tego?



Nie należę ani do grona przeciwników ani zagorzałych zwolenników walentynek. Mój umiarkowany zachwyt tym świętem wynika z jego komercyjnego charakteru. Przeciwnicy powiedzą też, że miłość należy sobie okazywać co dzień, a nie tylko 14 lutego. Z tym również się zgadzam, ale skoro tak to czy warto bojkotować ten dzień? Moja odpowiedź brzmi „nie”, ponieważ o miłość trzeba dbać  i nadarza się okazja do naprawy ewentualnych zaniedbań na tym polu. Jeśli tego dnia szczególnie przeszkadza nam w świętowaniu konsumpcjonizm,  to podarujmy kochanej osobie swój czas. Ponadto gdyby ten dzień rozpocząć od podziękowania Bogu za ludzi, których kochamy i zwrócić się do św. Walentego  nabrałby on szczególnego charakteru. Zachęcam do skorzystania z poniższych modlitw, a może zainspirują Was do własnej rozmowy z Panem.
 
Modlitwa o wytrwałość w miłości
Boże, który wychodzisz na spotkanie zbłąkanej owcy i wszystkim słabym otwierasz ramiona. Wyznaję Ci, że nie umiem kochać. Gdy przebywam, w samotności, tęsknie za tym, którego mi dałeś. Źle mi jest bez niego i ciągle o nim marzę, ale gdy tylko jesteśmy z sobą razem – nie umiem pozbyć się egoizmu, opanować języka i być dobrym dla człowieka, którego przecież kocham.
Czemu jest we mnie tyle uporu i opryskliwości? Dlaczego kochanej osobie próbuję narzucić własne zdanie? Dlaczego nie liczę się z tym, co ona odczuwa i sprawiam, że bywa jej ciężko i źle. Dlaczego niszczę otrzymany od Ciebie dar naszej miłości? Przebacz mi, Boże, moje samolubstwo, złośliwość i brak opanowania. Pomóż mi wynagrodzić wyrządzone przykrości. Daj nam radość wzajemnego zrozumienia bez słów.

Oddanie się pod opiekę św. Walentego
Św. Walenty! Cieszę się z chwały, którą teraz doznajesz w niebie i czci, jaką jesteś otaczany tu na ziemi. Tobie polecam wszystkie moje potrzeby duchowe i cielesne, abyś je przedstawił Bogu wszechmogącemu. Miej mnie w opiece, szczególnie w ostatniej godzinie mojego życia, abym za Twoją przyczyną dostąpił spotkania z Bogiem i z Tobą w społeczności świętych. Amen.

czwartek, 11 lutego 2016

W poszukiwaniu cudu



Jeszcze jedno święte miejsce, najlepiej za granicą, Lourdes, Fatima, Medjugorie, przecież tam sparaliżowani zaczynają chodzić, słabi odzyskują witalność. Tak, tam się uda, moje modlitwy zostaną wysłuchane. Takim schematem myślałam wiele lat. 

Kolejne urlopy planowaliśmy tak, aby pielgrzymować do tych sanktuariów. Wyjątkowy czas spędziliśmy w Medjugorie, zamierzaliśmy zostać tam trzy dni, jednak nasz pobyt znacznie się wydłużył. Po upływie czasu przeznaczonego na Medjugorie pojechaliśmy na „właściwą”, jak nam się wydawało część wakacji do Chorwacji (kolejny raz wybraliśmy Dalmację). Wymarzona pogoda, pocztówkowy widok z okna, morze na wyciągnięcie ręki, a my codziennie wracamy do Bośni do Medjugorie. Nie korzystamy z nocnego życia, modlimy się różańcem, pierwszy raz od wielu lat. Kościół nie zatwierdził dziejących się tam cudów, ale pielgrzymi nie mają wątpliwości. My również czuliśmy wyjątkową atmosferę. Wracamy do domu, już wiem, że i tym razem się nie udało, mijają miesiące nic się nie dzieje. Jak to nic się nie dzieje? Nasza relacja z Bogiem w końcu jest żywa. Szukamy Boga, trochę po omacku, niemal każdej niedzieli wybieramy inny Kościół, w naszym parafialnym w ogóle nie bywamy.  

Minął kolejny rok, może dłużej, nie pamiętam co się stało, że pewnej październikowej niedzieli trafiliśmy do naszego Kościoła. Z ogłoszeń dowiedziałam się o rozpoczynających się Rekolekcjach Ewangelizacyjnych Odnowy w Duchu Świętym. Od początku byłam sceptycznie nastawiona. W końcu, co się może wydarzyć w „zwyczajnym” parafialnym Kościele, który dodatkowo nie jest moim „ulubionym”? Rozpoczęłam rekolekcje, trudności piętrzyły się każdego dnia, zniechęcenie pogłębiało się, doszło do tego zmęczenie. Zwierzyłam się z tych trudności pewnej osobie, radziła, żebym zrezygnowała i w końcu odpoczęła. Zwykle postępuję tak jak mi sugeruje, tym razem moja przekora daje o sobie znać i trochę wbrew sobie kontynuuję rekolekcje.  
To, co się działo w trakcie tych ponad miesięcznych rekolekcji, czego doświadczałam, jakich zwrotów akcji byłam świadkiem może być tematem odrębnego wpisu, materiału wystarczyłoby nawet na książkę:). Przełomowymi wydarzeniami w trakcie rekolekcji była modlitwa o nowe wylanie Ducha Świętego, przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela, a kilka dni później niedowierzanie, że jest Krzyś. 
Pisząc ten post nie chcę się skupiać na cudzie poczęcia. Chcę wyznać, że do czasu tamtych rekolekcji miałam mylne wyobrażenie Boga,  nie dostrzegałam Jego obecności, pędziłam poszukując skuteczniejszych modlitw i miejsc słynących z uzdrowień. Nieświadomie zatrzymałam się na zewnętrznym wymiarze religijności. 
 Tymczasem Pan przyszedł do mnie w „niepozornym, zwyczajnym” Kościele. W żadnym razie nie neguję sensu pielgrzymowania. Jestem pewna, że ten trud się Bogu podoba, tak samo jak każda aktywność, która nas do Niego zbliża. Nadal ogromną radość i siłę czerpię z pielgrzymowania do miejsc kultu religijnego,  ale wracam do mojego Kościoła, do mojego Oratorium, staram się spotykać z Panem w sercu. Już wiem, że nie muszę przejechać tysięcy kilometrów, żeby Bóg mnie usłyszał. Mamy tę niezwykłą możliwość, że możemy rozmawiać z Panem w każdej chwili. Ostatnio na kazaniu ksiądz zaznaczył, że to jedyny władca, do którego każdy ma równy dostęp. 

Nie wiem dlaczego właśnie tam Pan zadziałał, w taki szczególny sposób. Skłoniło mnie to jednak do zrozumienia, że największy cud dzieje się podczas każdej mszy świętej, niezależnie od tego czy to skromny kościół parafialny czy okazała Bazylika. Święty Bonawentura powiadał, że cuda, które dzieją się w czasie odprawiania Mszy Świętej są tak liczne jak gwiazdy na niebie i ziarnka piasku na plażach. 
Tajemnicę mszy świętej opisuje wielu świętych. Warto zapoznać się choćby z fragmentami Dzienniczka siostry Faustyny lub opisami ojca Pio. Równie przejmującą wizję przestawia współczesna mistyczka Catalina Rivas w „Największy cud. Tajemnica Eucharystii w mistycznej wizji Cataliny Rivas”-polecam. Znałam tą maleńką książeczkę już wcześniej, wówczas nie zrobiła na mnie wystarczającego wrażenia, także wtedy „coś” przegapiłam. Niedawno znowu po nią sięgnęłam i zachwycam się każdym opisem cudu Eucharystycznego.

wtorek, 9 lutego 2016

Nie wierzę w przypadki



Wydarzenia ostatnich dni były dla nas stresujące, bo będą miały poważny wpływ na nasze życie przez następnych kilka lat. Nawet nie wiem kiedy wdarł się do naszego domu lęk i niepokój. Wszystko zbiegło się w czasie z kolędą. Spodziewaliśmy się zaprzyjaźnionego księdza, który jednak nie przyszedł, ponieważ inny wikary pomimo wcześniejszych ustaleń pomylił numery mieszkań i stanął w naszych drzwiach. 
Wikary odczytał psalm 131 Odpoczynek w Bogu.

„Panie, moje serce się nie wynosi,
oczy moje nie patrzą z góry,
nie ubiegam się o rzeczy wielkie
ani o zbyt cudowne
I oto jestem spokojny.
Ucichłem jak niemowlę, nakarmione przez matkę,
Jestem jak nakarmione niemowlę.
Niech Izrael zaufa  Panu
Teraz i na wieki!”

Od razu wiedziałam, że te słowa są skierowane do mnie - ogarniętej lękiem. Pan przychodzi aby mi przypomnieć, że nie mogę polegać wyłącznie na sobie, że pokój ducha możliwy jest tylko, gdy z dziecięcą ufnością powierzę Mu swoje problemy, swoje życie. Po tym co usłyszałam byłam już spokojniejsza, ale to nie wszystko. Okazało się, że wikary dobrze zna i wyraża się z uznaniem o osobach, co do których uczciwości miałam podejrzenia. Moje wątpliwości zostały zupełnie rozwiane i wyraźnie odczułam ulgę. 

Ktoś powie, że sytuacja była banalna. Fakt, mogłam się posłużyć bardziej spektakularnym przykładem bo Bóg jest przy nas nieustannie. Pan szuka sposobu jak do nas dotrzeć, dziś, właśnie teraz, nie narzuca się ale daje znaki, które niestety często bagatelizujemy lub uznajemy, że są wynikiem zbiegu okoliczności. Tymczasem, wszystkie wydarzenia wpisują się w misterny Boski plan.
Myśląc o Boskim planie na nasze życie, w którym nie ma miejsca na przypadek przypominam sobie przesłanie z filmu "Czy wierzysz naprawdę?" (reż. Jon Gunn). Jesteśmy jak dzieci, które siedzą na podłodze po lewej stronie gobelinu i widzą tylko plątaninę nici, nie potrafimy dostrzegać Bożego planu w naszym życiu, znaków które towarzyszą nam co dzień. Tymczasem ta plątanina nici układa się w piękny obraz, ale widoczny dopiero z drugiej strony. Szczególnie zapadło mi w pamięć zdanie „pewnego dnia już nie będziemy siedzieć na podłodze, przejdziemy na drugą stronę gobelinu, a geniusz Boskiego dzieła stanie się jasny… Osobiście nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć Jego arcydzieło...”.

Nie czekajmy na ten niewątpliwie wspaniały moment, kiedy zrozumiemy wszystko czego doświadczamy, już dziś zauważmy znaki dane nam przez Pana.