Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylwia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylwia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 września 2017

Gdy sen stał się Jawą






Rok temu pisałam o pewnym śnie... Teraz sen stał się jawą...
Od pięciu miesięcy trwa Nasze Nowe Życie. Zostaliśmy rodzicami dwóch sześciolatków.

Zmieniło się totalnie wszystko. Ale to właśnie czas na taką zmianę.
I choć wielu spraw jeszcze nie wiemy, wielu nie rozumiemy, to jedno jest dla nas pewne: nie wyobrażamy sobie teraz, jak to było, gdy Naszych Dzieci jeszcze z nami nie było...

Za nami intensywny czas pierwszych chwil razem, przed nami na pewno wiele wyzwań. Już nigdy nic nie będzie takie, jak dawniej... bo to, co dawniej już miało swój czas, a teraz czas dla Rodziny.

wtorek, 14 marca 2017

Weronice i Szymonowi

Wielki Post, a szczególnie nabożeństwo Drogi Krzyżowej przynosi mi na myśl analogie do drogi życia małżeństwa bezdzietnego. Może naszego, może Waszego...

Często jest jakiś sąd, jest jakiś wyrok, są biczujące komentarze, cierniowe spojrzenia, kolejne upadki, powstania z kolan... Są łzy, rany...

To wszystko boli, jest trudne, choć wierzę, że droga zawiedzie w końcu do czegoś dobrego, co Bóg dla nas zaplanował.

Podczas tej drogi są na szczęście, i dzięki za to Bogu, liczne Weroniki i Cyrenejczycy. Dostrzegam ich wokół, jednak ostatnie dni i godziny szczególnie pokazały, jak wielu ich jest:) Jak drobnym gestem, słowem, potrafią wesprzeć, otrzeć zakurzoną, umęczoną twarz, dać siłę, by iść dalej. I nawet jeśli sami nie są blisko Boga, albo gdzieś się pogubili w życiu, są świadectwem miłości dla bliźniego.

Bardzo dziękuję Wam, bliscy i dalecy, mali i duzi, którzy nas wspieracie i jesteście z nami. My jesteśmy z Wami, otaczamy Was naszą modlitwą i staramy się być dla was Weroniką i Szymonem...

wtorek, 28 lutego 2017

Jest już blisko...?

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty... (M. Grechuta)

czwartek, 9 lutego 2017

JESTEM KOMPLETNĄ…!!!



Nie mam odwagi publicznie kończyć tematu, nie ma zresztą takiej potrzeby. Osoby mi bliskie pewnie domyślą się, co chciałam napisać, bo mówię to zwykle, gdy kolejny raz cos pomieszam, poplączę, źle odczytam, przekręcę… 
Właśnie jestem kolejny raz w takiej sytuacji, gdzie czuję się zupełnie osłabiona swoją nieuważnością, zapętleniem, zamyśleniem… I po raz kolejny coś będę odkręcać. 

Niby nic, ale powtarzające się po wielokroć zużywa mnóstwo energii i… powoduje zawsze mnóstwo śmiechu i powiększanie bazy anegdotek o sobie samej:)

Wiec może właśnie jestem na przekór temu KOMPLETNA? Bo taka jestem! Zaprzyjaźniona ze swoją zaplątaną naturą i wiecznie coś rozplątującą…

Dzięki, Boże, że mam wciąż do siebie tyle dystansu…

wtorek, 7 lutego 2017

ZIMA



Niby to nie jest moja ulubiona pora roku, ale przywołuje zawsze takie miłe, dziecięce skojarzenia. Patrzę przez kuchenne okno na górkę w pobliskim parku. Miejsce niemal 24/7 oblegane przez dzieciaki z wszelkiej maści sprzętem zjeżdżającym. I od razu uśmiecham się szeroko. Niech pada, niech mrozi, niech będzie biało, to może i ja wybiorę się na sanki… Urlop blisko:)

środa, 11 stycznia 2017

Odpowiedź za 354 dni

Przez kilka lat z rzędu z grupą znajomych w okolicy nowego roku zastanawialiśmy się, jakim hasłem nazwać nadchodzące 365 dni.
Były częste lata "kondycji fizycznej"-realizowane z różnym zapałem...:) pamiętam lata "rozwoju" różnych sfer: zawodowej, intelektualnej...

Już 11 dni nowego roku, a ja trochę boję się nazwać TEN ROK. Nie boję się, że nie wiem, jak chcę go nazwać, bo akurat wiem, ale trochę boję się, że to usłyszę i uwierzę...??

Tak dużo się dzieje i w najbliższym czasie plany mam mocno określone, a na horyzoncie zmiany, zmiany, zmiany...

Może właśnie taki będzie ten rok, rok zmian, rok kolejnego etapu Bożych zmian w moim życiu...?

Dowiem się za 354 dni...

(i wtedy Wam powiem:)

piątek, 23 grudnia 2016

Życzenia Świąteczne


Kochani,

Życzymy Wam wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, chwili zapomnienia o tęsknotach, otwarcia na Boży plan i pomyślnego Nowego Roku.

A do życzeń jeszcze wierszyk ks. Jana Twardowskiego :)

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.

Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego.

Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce.

wtorek, 6 grudnia 2016

błogosławieni-zaskoczeni

Fascynujących obserwacji z granicy botaniki i psychologii dokonałam ostatnimi tygodniami dzięki storczykom. Obserwuję często z zazdrością u różnych osób ich wspaniałe, ciągle kwitnące okazy. Moje sztuki zwykle kwitły trochę, a potem po wielu miesiącach stania i irytowania mnie często kończyły żywot... Aż do kolejnego pięknego prezentu-o zgrozo:)
I mam właśnie takich kilka sztuk na parapecie. Już długo nie kwitną... Minęło lato, jesień i nic. Nadchodzi zima. Światła mało, parapet zimny, kwiatki codziennie wietrzone chłodnym powietrzem. Jednym słowem, dla roślin lubiących z natury ciepło, wilgotność i światło nadchodziła spodziewana katastrofa.

Wlałam im wody i zostawiłam ją w pojemnikach, w których stoją-pomyślałam, że już im nie zaszkodzi... Po kilku dniach na parapecie zawrzało! Niemal w jednej chwili potencjalnie uśpione rośliny oszalały:)! Pędów kwiatowych mają już z 6 i wiele wskazuje na to, że na Święta będą
w rozkwicie! A nawet jeśli nie zakwitną, to sama obserwacja ich "przyśpieszenia" daje mi ogromnie dużo radości i nadziei, że najbardziej zaskakujące rzeczy mogą się przydarzyć.

Znalezione obrazy dla zapytania storczykI tak sobie myślę... Jak dobrze,
że spotykają mnie chwile zaskoczenia, jak dobrze, że jednak nie wiem wszystkiego. Czasem, gdy wydaje mi się, że piękne chwile minęły, że w trudzie już nic nie cieszy, może warto się na chwilę zdystansować, spróbować ostudzić rozgorączkowane emocje i...poczekać na kolejny zwrot akcji, którego kwiatów
i owoców nawet ne jestem sobie w tym momencie wyobrazić...

niedziela, 23 października 2016

Prosto i autentycznie.

Podczas dzisiejszej mszy rekolekcyjnej z Ojcem Manjackalem pewna refleksja przyszła do mnie jak objawienie.
Muszę przyznać, ze nie byłam wielką entuzjastką tych rekolekcji. Dużo było we mnie jakiegoś niezrozumiałego sceptycyzmu. Sądziłam, że pewnie pojadę, ale może bardziej z ciekawości dla formy, bo znajomi jechali, bo mąż chciał jechać...?
A dziś, po kilku dniach przepełnionych Duchem Świętym w modlitwie, śpiewie, radości i łzach pomyślałam: "TO JEST KOŚCIÓŁ". To kościół autentycznych, otwartych ludzi, którzy chcą w nim być, chcą się razem modlić, ufają, wierzą, trwają.
Chcę być w takim Kościele, moim i autentycznym, bez oskarżeń, hipokryzji, szukania winy w innych.
Ojciec James powiedział, że jeśli nie możemy powiedzieć nic dobrego, to nic nie mówmy. Kierował te słowa do nas w konkretnym kontekście, ale dla mnie są bardzo aktualne na każdą chwilę.
Proste-genialne! W prostocie siła.

sobota, 22 października 2016

brak słów

Doznałam dziś niesamowitej mocy, działania Ducha Świętego. Nie umiem tego dobrze wyrazić słowami. Gdy klęczałam przed Ojcem Jamesem, w kręgu modlących się nad nami ludzi, poczułam się, jakby prąd przeze mnie płynął...I potem, wszystko to, co widziałam, co czułam... To było...niesamowite? niewiarygodne? Nie da się tego pojąć. Przeżycia z tego wieczoru na rekolekcjach zostaną we mnie.
Zostanie też to, co chyba najważniejsze: spokojna pewność, że obietnica Boga dana nam NA PEWNO SIĘ WYPEŁNI.

Chwała Panu!

piątek, 21 października 2016

O Kapłanach

Kapłani-łącznicy ludzi z Bogiem. Na mojej drodze Bóg postawił kilku szczególnie dla mnie ważnych. I dziś kilka słów o nich.
Żadnego z Duchownych, o których myślę, nie znam lub nie znałam długo, ale tak się składało
w moim życiu, że gdy był jakiś bardzo trudny moment to intuicyjnie kierowałam się w ich stronę lub otrzymywałam od Boga dar ich spotkania. Szłam zwykle w trudnych emocjach po poradę, po rozmowę, po rozgrzeszenie, po modlitwę, po pocieszenie...  Nigdy się nie zawiodłam!! Nie spotkałam na swej drodze złego kapłana. Jestem wdzięczna Bogu za tę wielką łaskę szczególnie dziś, gdy znów na Dobrego Kapłana mogłam liczyć.

Dziś szczególnie się za nich modliłam, niektórych Pan powołał do Siebie...
Boże, miej w swej opiece wszystkich Kapłanów, którzy stanęli na naszej drodze, błogosław Im w Ich posłudze. Niech dobrych Kapłanów nigdy nie zabraknie!

czwartek, 20 października 2016

na scenie życia

Czy na scenie życia jestem dobrym aktorem...? Czy wkładam w to całą siebie, czy jestem wiarygodna...? Czy przyjmuję wszystkie uwagi z pokorą...?

Choć gram w swoim życiu główną rolę, to przecież Reżyserem nie jestem. Nawet scenariusz dla mnie już dawno napisany. Więc staram się wypaść na tej scenie jak najlepiej. Czasem coś nie wyjdzie, potknę się, zapomnę tekstu, czasem scenę chciałoby się powtórzyć...Ale czasu cofnąć nie można...
Jak każdy Aktor marzę o Oscarze, ale na razie choćby drobna pozytywna recenzja, małe oklaski... drobny krok do własnego rozwoju...

...show must go on...

środa, 28 września 2016

Normalnie nie wierzę w sny...

Sny miewam różne. Z niektórych nie chcę się budzić, z innych chcę jak najszybciej. Jestem przekonana, że są odbiciem mojej emocjonalnej osobowości, codziennych przeżyć, ważnych spraw. I tylko w takim sensie w nie "wierzę".
Ale są takie sny, które pamiętam jako takie na granicy jawy. Zdarzały mi się w bardzo ważnych, trudnych momentach. I tylko te dokładnie pamiętam.

I był taki jeden sen, ważny sen. Przyśnił się w czasie zupełnego relaksu, na zagranicznym urlopie, gdzie myśli o tym, że na dziecko trzeba będzie czekać długo, pojawiały się jak ulotne nitki babiego lata.
We śnie mówiłam Mu o swoich pragnieniach posiadania dziecka. A On mnie okrył płaszczem, przytulił i...dał zegarek, a potem powiedział, że nie czas na to, że nie jesteśmy jeszcze gotowi, że będzie właściwy czas...

Od tego snu minęło 5 lat. Dużo się wydarzyło, dużo spraw, których nigdy miało nie być, ale były... dużo działań, dużo ludzi wokoło nas się przewinęło. Dojrzałam?? Zmądrzałam?? Zawierzyłam??

Bardzo często zastanawiam się, czy już jesteśmy gotowi, czy zbliża się TEN czas??


Normalnie nie wierzę w sny, ale wierzę w Jego słowa ze snu i czekam.


Pięknych snów Wam życzę:)

środa, 24 sierpnia 2016

Daj szansę Bogu! Wyślij wreszcie ten kupon!

Mając szansę śledzić liczne relacje z olimpiady w Rio (co zresztą sprawiało mi ogromną przyjemność) dziś chcę się podzielić z Wami sportową refleksją:)

Patrzyłam, jak zawodnicy wygrywają, biją rekordy, jak często przekraczają ograniczenia własnego ciała. Podziwiam ich, bo jestem świadoma, że na ten wynik, na te różnice odległości często milimetrowe, na te czasy liczone w setnych częściach sekundy pracują bardzo, bardzo ciężko swoim wysiłkiem. Talent, predyspozycje i niewątpliwie ta "iskra Boża" są im niezbędne, ale nic by nie osiągnęli, gdyby nie doszli do tego sami.

I tak sobie myślę... Modlimy się często o różne potrzebne nam dary, zdrowie, pomyślność, dzieci, pracę, męża, żonę... Czy czasami nie jest tak, że tylko się modlimy, a nic nie robimy w tym kierunku. Denerwuje nas coś, co możemy jakoś zmienić, ale nic nie robimy, a cały czas prosimy Boga, by pomógł...

Tak, jak w pewnym starym dowcipie:
Modli się człowiek: "Boże, proszę Cię, abym wygrał w totolotka. Dom bym wyremontował, rodzinę zabezpieczył...". I nic, czas mija, sąsiad wygrał, kolega wygrał, a człowiek modli się coraz goręcej... W końcu pewnego dnia podczas jednej z takich modlitw otwiera się niebo i Pan Bóg mówi do człowieka: "Modlisz się tylko i modlisz, a może byś wreszcie kupon wysłał...?!"

Daj szansę Bogu, by mógł działać w Twoim życiu!

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Słowo bp. Grzegorza Rysia


przestrzeń dla siebie

Spotykam się ostatnio dość często z osobami, które zarzucają sobie, że czegoś nie zrobiły. Nie zaangażowały się w coś... Czegoś nie powiedziały... Gdzieś nie poszły...

I ja tak czasem mam. Dawniej nawet częściej tak miałam, częściej złościłam się na siebie, że czegoś nie zrobiłam, powiedziałam... Bo wszystko musiało być na 105%.

Teraz podchodzę do tego inaczej. Częściej zastanawiam się, dlaczego czegoś nie zrobiłam. Daję sobie częściej więcej przestrzeni, więcej prawa do niegotowości na coś, mam więcej zrozumienia dla siebie, a mniej walki, w której często można przegrać z samym sobą...

Dojrzewam? Starzeję się? Mądrzeję?

...?

środa, 20 lipca 2016

Mała rzecz, a cieszy

Od kilku dni jestem na urlopie i odkrywam zupełnie banalną rzecz: na urlopie wszystko może cieszyć. Pasuje mi każda pogoda, bo zawsze się znajdzie coś do zrobienia. Pasuje mi każde miejsce, gdzie mnie poniesie.
Wstaję, kiedy chcę, robię, co chcę, nie używam zegarka. Wsłuchuję się w siebie, w swój naturalny rytm i bez zbędnego napięcia poddaję się mu.

Cudnie. Polecam taki stan wszystkim, tym, co nie chodzą na urlopy z zasady-także. Urlop to przecież część pracy. Proste-genialne!

poniedziałek, 11 lipca 2016

Bądź wola TWOJA

Było gorące, czerwcowe popołudnie. Niedzielna msza w parafialnym kościele. W kościelnych murach okropnie duszno, zastanawiałam się, czy będę w stanie na czymkolwiek się skupić, bo nie  było czym oddychać. I podczas tej normalnej, wydawałoby się, liturgii przychodzi moment na modlitwę Ojcze Nasz. Jak podczas każdej mszy, których przecież już tysiące za mną, zaczynam się modlić i w momencie słów "Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi" czuję, że doznałam jakiegoś olśnienia? Nie wiem... Ale moje myśli zaczynają krążyć wokół tych kilku słów i przez kilka, kilkanaście dni w zasadzie mnie nie opuszczają.

Jak przyjmuję wolę Boga, co myślę, mówię, robię, gdy dziejące się sprawy ne układają się tak, jak chcę?

W ostatnim roku było szczególnie dużo takich sytuacji, gdy było trudno, gdy TWOJA wola nie była zgodna z moją, gdy się nie zgadzałam, złościłam, pytałam "dlaczego...?" Gdy prosiłam, by zdarzyło się to, czego ja chcę tu i teraz. A nawarstwiające się negatywne emocje wcale nie pomagały.

Bałam się chwilami, że ulgi nie będzie, bo Bóg nie wysłuchuje, ludzie nie rozumieją, a ja, choć chcę, nic nie mogę zrobić...

Ale w chwili, gdy przestaję walczyć, gdy uczę się pokory, gdy staram się reagować "Ty wiesz najlepiej", czuję zdecydowanie większy spokój. Bo choć trudne chwile są nadal trudne, to przyjęcie do siebie woli Boga, który wie lepiej, widzi dalej i rozumie więcej, niż wszyscy lekarze, przyjaciele, znajomi i znakomici specjaliści razem wzięci, pozwala zachować spokój wewnętrzny i mierzyć się z codziennością.

A od tamtej  niedzieli podczas słów "Bądź wola Twoja..." czuję duży spokój. I to dla mnie bardzo cenne.