Chciałabym podzielić się z Wami modlitwą, którą znalazłam przeglądając książki
w...supermarkecie:) Jak widać, Pana Boga można znaleźć wszędzie:) Rzadko
prosimy Boga o pogodę ducha. Wydaje się, że jest tyle innych ważnych spraw. Ja
tą modlitwę odebrałam jako wskazówkę jak żyć. Przeczytałam
ją i poczułam spokój. Pomyślałam sobie: "Tak, Panie Boże, tak właśnie chcę
żyć. Potrzebna mi jest właśnie ta pogoda ducha". Zrobiłam zdjęcie tej modlitwy, żeby Wam ją pokazać, może na Was podziała podobnie:)
W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę, ale o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aga. Pokaż wszystkie posty
środa, 23 sierpnia 2017
piątek, 11 sierpnia 2017
Nareszcie
Chciałabym się z Wami
podzielić informacją, że dostaliśmy synka. Jeden telefon, a tyle przyniósł zmian
w naszym życiu. Bardzo dobrych zmian. Nasza droga do macierzyństwa dobiegła
końca, a teraz przyszedł czas na kolejną podróż już we trójkę. Nie wiemy co
przyniesie nam przyszłość, ale staramy się z mężem jak najwięcej czerpać z dnia
dzisiejszego. Cieszyć każdym synusiowym uśmiechem, kąpielą czy spacerkiem. Mam
poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu.
Dziękuje Ci synku, że jesteś.
Dziękuję Ci mamo biologiczna, że zdecydowałaś się Go urodzić.
wtorek, 6 czerwca 2017
ACZkolwiek - kocham życie!
Niedawno
wpadła mi w ręce bardzo dobra książka. Taka nietypowa zdobycz z rowerowej
wycieczki. Po pierwsze urzekła mnie jej okładka. Taka bajkowa i tajemnicza.
Potem przeczytałam pierwszą stronę tej książki i przepadłam. Po prostu to było
piękne. Podziałało na mnie bardzo inspirująco i chciałam się koniecznie
dowiedzieć kto to napisał i czytać te słowa jeszcze raz i jeszcze raz. Chyba to
dla tej pierwszej strony kupiłam tą książkę.
Autorką
książki jest Asia Czapla, młoda, ambitna dziewczyna, chora na rdzeniowy zanik
mięśni. Opisuje ona swoje życie, walkę z chorobą, swoje wzloty i upadki. Ogromne
wrażenie zrobiła na mnie siła tej dziewczyny. I nie chodzi tu o to, że choćby
się waliło i paliło, Ona przyjmuje wszystko ze spokojem ducha i uśmiechem na
twarzy. Ona upada i podnosi się. To na tym polega siła. Ta książka to świadectwo,
że trzeba o siebie walczyć. W opisy codzienności wplecione są bardzo mądre słowa.
Między innymi to, że to kondycja naszego umysłu warunkuje zdolność życia pełną
piersią. Nasze ciało, ułomności nie mają nic z tym wspólnego. Liczy się głowa.
Dla
mnie ta książka jest wielkim motywatorem. Pokazuje, że świat jest piękny, daje
nam dużo możliwości i to my decydujemy jak go wykorzystamy. Czasem doświadczamy
wielkiego cierpienia, smutku czy porażki. Nie poddawajmy się, szukajmy
rozwiązania. Jak pisze w recenzji Ewa Błaszczyk - "od rozpaczy do nadziei
jest droga długa i bolesna, ale warto na nią wejść". Mamy jedno życie i
trzeba je wycisnąć jak cytrynkę, chociaż dla każdego znaczy to coś innego. Zostawiam Was z tą pierwszą stroną. Mam nadzieję, że Wam też się spodoba.
środa, 15 marca 2017
Uczucia niechciane
Niepłodność
przynosi ze sobą cały bagaż uczuć. Do części z nich wcale nie chcemy się
przyznawać. Łatwiej głośno powiedzieć, że niepłodność uczy empatii,
cierpliwości czy doceniania tego, co mamy. Wszystko to jest przecież prawdą.
Trudniej przyznać się do swoich słabości.
Dla mnie ogromnie
stresujące są sytuacje, gdy przyszła mama przekazuje mi informację o ciąży. Tak
bardzo chciałabym dzielić radość z tą osobą i nie myśleć o sobie. Niestety, ja
zawsze odnoszę tą informację do siebie. Mimo tego, że mogę powiedzieć, że
pogodziłam się z moją sytuacją i szukam w niej drogi dla siebie, to zawsze serducho
zaboli. Nie chcę tego czuć. Kiedyś koleżanka przepraszała mnie, że
poinformowała o swojej ciąży mailem. Myślę, że jak dla mnie jest to bardzo
dobry sposób. Wtedy może mi swobodnie najpierw polecić łezka, mam czas na
ogarnięcie, a potem łatwiej jest pogratulować i skupić się na tej osobie.
Jakiś czas temu
dowiedziałam się o ciąży ważnej dla mnie osoby. Niestety nie zdołałam opanować wtedy
moich emocji. Myślę, że każdy zwrócił uwagę na moje zapłakane oczy, smutek i
fakt, że nie gratulowałam, ani
dopytywałam o szczegóły. Chciałam odkręcić tą sytuację, zadzwoniłam,
przeprosiłam i starałam się siebie wytłumaczyć. Teraz niby wszystko jest
dobrze, ale strasznie ciąży mi tamto wydarzenie. Bardzo się spinam w
towarzystwie tej osoby, co tylko powiększa przepaść między nami. Wiem, że muszę
coś z tym zrobić.
Bardzo smutny mi
wyszedł ten post, ale czasem warto jest coś z siebie wyrzucić, żeby przyszło
nowe, lepsze i zastąpiło to niechciane uczucie.
wtorek, 24 stycznia 2017
Jest dobrze
Ostatnio
moje życie jakoś od tematu niepłodności odbiegło. Czekamy na
nasze dziecko z chmur i może ta pewność, że kiedyś to się
stanie pozwala zajmować się czymś innym. Takie to przewrotne, że
niby nic się nie zmienia, a wszystko wygląda inaczej. To jeszcze
jeden dowód na to, że to nasze życie zależy od nas, od naszego
sposobu myślenia. Trzeba po prostu zacząć chcieć.
Od jakiegoś czasu bardzo relaksuje mnie gotowanie. Długie zimowe
wieczory temu sprzyjają. Uwielbiam usiąść wieczorkiem z herbatką
i oglądać książki kucharskie. Same te kolorowe obrazki działają
na mnie inspirująco. Potem w weekend działam:) Skutki moich działań
są różne, ale mimo wszystko satysfakcja jest. Ostatnio jak
pojechaliśmy na weekend do mamy wygrzebałam z półki takie małe
kieszonkowe gazetki z różnymi prostymi przepisami. Był tam przepis
na potrawę z cebulą w roli głównej. Do tego kiełbaska i papryka. To wszystko smażone razem na patelni. Kiedyś u mnie w domu mama taką
duszoną cebulkę robiła, a potem, jak sama powiedziała, o tym po
prostu zapomniała. Cebulkę zrobiłyśmy na drugi dzień, okazało
się, że cieszyła się takim powodzeniem, że dla wszystkich nie
starczyło:) Jest to bardzo proste danie, raczej nie z tych na
salony;), ale smaczne. Oczywiście też zdarzają mi się bardziej
wyszukane potrawy, ale nie będę Was nimi zanudzać.
piątek, 23 grudnia 2016
Życzenia Świąteczne
Kochani,
Życzymy Wam wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, chwili
zapomnienia o tęsknotach, otwarcia na Boży plan i pomyślnego Nowego Roku.
A do życzeń jeszcze wierszyk ks. Jana Twardowskiego :)
Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania.
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania.
Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.
Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.
Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego.
Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.
Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce.
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.
Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.
Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego.
Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.
Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce.
czwartek, 15 grudnia 2016
Rekolekcje
Święta
zbliżają się wielkimi krokami. U nas wczoraj skończyły się
rekolekcje. W tym roku były bardzo ciekawe, ale też wyczerpujące.
Chodziliśmy na 19.30 na mszę, a potem była jeszcze konferencja i
wracaliśmy przed 22.00.
W
jeden dzień podczas konferencji świadectwo mówiło młode
małżeństwo. Byli 3 lata po ślubie. Mieli synka i spodziewali się
córeczki. Byli bardzo uśmiechnięci i rozgadani, pełni takiej
wewnętrznej radości. Sprawiali wrażenie ludzi bez problemów.
Słuchaliśmy o tym jak się poznali, jak zakochali, opowiadali
śmieszne historie ze swojego życia, np. na swoim ślubie do
kościoła jechali traktorem, bo w tym dniu popsuły im się wszystkie
samochody:). Szczerze powiem, pomyślałam sobie, że łatwo im się
cieszyć, jak tak wszystko się układa. Zastanawiałam się, co jest
dla mnie, z tego co mówią. Moje życie jest inne niż ich. Wtedy
oni zaczęli opowiadać o swoim synku. Teraz ma już dwa latka,
pokazywali jego zdjęcia. Jak miał roczek stwierdzono u niego
rdzeniowy zanik mięśni, niedawno nauczył się chodzić, a teraz
już powoli przestaje. Straszna informacja, ciężko mi było się po
niej pozbierać i złożyć wszystko w całość. Ich radość, obok
takiego problemu, ich spokój, obok takiej bezsilności. Wiem, jak
mnie czasem pokonuje mój problem, jak przychodzi "wielki
smutek" i nie daję rady go odgonić. Ich problem jest większy.
Skąd w nich ta siła? Powiedzieli takie fajne zdanie, które
stwierdziłam, że jest dla mnie idealne. Powiedzieli, że chcą,
żeby Pan Bóg prowadził ich przez życie, niezależnie od tego jak
się potoczy. On jest siłą ich małżeństwa.
Wśród
nas żyją ludzie z różnymi historiami, o których nie mamy
pojęcia. Od wielu moglibyśmy się dużo nauczyć. Świadectwo tego
małżeństwa było dla mnie taką wiadomością, że to ja decyduję
jak moje życie wygląda i jak odbierają mnie inni. Mogę być fajną
żoną, dobrą koleżanką, z którą ma się wiele tematów, chociaż
słabo się zna na dzieciach;) albo człowiekiem, który chowa się
przed światem. To jest mój wybór.
niedziela, 13 listopada 2016
Nie stój w miejscu
Pewien czas temu
usłyszałam na kazaniu takie jedno zdanie, które do tej pory siedzi mi w głowie
i nie daje mi spokoju. Ksiądz powiedział: "nie stój w miejscu, problemy
rozwiązują się w drodze, idź i szukaj, rozwiązanie problemów przyjdzie z
czasem..." Jakoś to do mnie trafiło. Bo ja nie chcę stać w miejscu. Ja
chcę czuć i doświadczać. Chociaż czasem jest ciężko.
Piszę to zdanie
tutaj, bo może też dla kogoś z Was będzie ono taką prostą, małą wskazówką. Może
ktoś je sobie przypomni jak dopadną go gorsze dni. Pomyśli wtedy, że teraz to
ja muszę zawalczyć o siebie, a nie skupiać się na tym jak brzydko wyglądam zapłakana
w lustrze. Mi ono się przypomina, gdy przychodzą jakieś ciemne myśli i każe
brać się w garść.
piątek, 7 października 2016
Latam nad ziemią:)))
Dowiedziałam się, że znajomi z kursu adopcyjnego dostali
synka:) Pierwsi z naszej grupy:) Coś ruszyło! Hip hip huraaa! Rozmawiałam z
koleżanką dziś chyba około godziny i nie było mi dość. Mogłabym tego słuchać i
słuchać:) Najchętniej bym tu wszystko napisała, ale to historia S., ja opiszę
swoją, jeśli będzie mi dane. Zdradzę tylko, że koleżanka mówiła, że synek w
rodzinie zastępczej tak naprawdę miał wszystko. Był zadbany, najedzony, miał dużo fajnych zabawek. On potrzebował bliskości. Opowiadała jak synek podnosi bluzkę ze swojego
brzuszka i z jej i przytula się skóra do skóry. Uwielbia tak się przytulać,
uwielbia być blisko. Mówiła, że czasem nawet jak je, to trzyma ją za rękę.
Wiem, że różnie bywa, wiem, że są też problemy te większe
i mniejsze. Jednak, gdy pomyślę sobie, że my tu żyjemy na swojej planecie, ze
swoim problemem niepłodności, czujemy się czasem niepotrzebni, szukamy sensu, a
tak blisko znajduje się druga planeta, na której jest ktoś, kto potrzebuje
miłości i opieki, to czuje sens mojego życia bardzo mocno. Trzeba tylko jeszcze
trochę cierpliwości.
W każdym razie dziś jest bardzo dobry dzień. Słucham listy
przebojów trójki i latam nad ziemią:)
niedziela, 4 września 2016
Wciąż szukam...
''Ucz
mnie, Panie, wypełniać Twoją świętą wolę, znaleźć i ustalić
miejsce, gdzie mogę Tobie najlepiej służyć''
Ta
modlitwa wisiała kiedyś u mnie w pokoju nad łóżkiem. Powtarzałam
ją w trudnych dla mnie momentach, kiedy potrzebowałam wsparcia z
góry. Potem ją trochę zapomniałam. Wyprowadziłam się, oddałam
mamie swój pokój, a modlitwa gdzieś się zapodziała.
środa, 10 sierpnia 2016
A w mojej głowie wojna...
Za oknem dziś deszczowo. Czuję jakby kończyło się
lato. W głowie jakieś wszechogarniające uczucie, że już czas na zmianę. I ogromne
pytanie kiedy ona nastąpi... Czuję jakbym nie miała na nic wpływu, cały czas
musiała ustępować, akceptować to, co się dzieje. Chciałabym zmienić pracę, ale
wiem też, że muszę jeszcze trochę poczekać, że to będzie dla nas lepsze. Mam
nadzieję, że wkrótce będę potrzebowała urlopu macierzyńskiego i wychowawczego i
umowa na czas nieokreślony mi to umożliwi. Chciałabym żyć wolniej, nie musieć
podejmować codziennie tylu decyzji, robić planów na dni, tygodnie... Chciałabym
już przestać czekać...
środa, 22 czerwca 2016
Mój punkt widzenia
Jakiś
czas temu oglądałam jedną z dobranocek o. Szustaka o budujących katedrę.
Każdy robił to samo, był w takiej samej sytuacji, jednak też każdy z nich
odbierał tą sytuację inaczej. Jeden jako ciężką pracę, aby zarobić na chleb, a
drugi jako udział w wielkim przedsięwzięciu o wielkim celu.
Po
obejrzeniu tej dobranocki przyszła do mnie taka refleksja, że ja często używam
stwierdzenia, że nie mi oceniać, bo jestem w innej sytuacji. Jakoś raczej słabo
myślę o tym, że też ludzie w tej samej sytuacji inaczej przeżywają swoje
problemy i inaczej z nimi idą przez życie.
W
ostatnim czasie widzę sytuacje, które właśnie mogę odbierać w różny sposób.
Albo jako takie, które przyniosą radość albo takie, które tylko pogłębią moje
uczucie osamotnienia.
Jedna
sytuacja była na poprawinach po weselu mojej szwagierki. Piękna pogoda, siedzieliśmy
sobie na ławce pod salą - my, moja teściowa, jej rodzeństwo i moi szwagrowie z
żonami i dziećmi. Jedno jeszcze malutkie, teściowa bujała w wózku. Jak tak
siedzieliśmy, w pewnym momencie, pomiędzy jednym a drugim tematem teściowa
wtrąciła, że w życiu są piękne tylko chwile i to jest właśnie ta chwila.
Pomyślałam sobie wtedy, że ona mnie nie rozumie...Nie wie jak bardzo
obezwładniające jest dla mnie pragnienie dziecka, teraz też kiedy te bąble
biegają wokół. Z drugiej strony poczułam też jakąś taką akceptację. Nie jest najważniejsze
dla niej to, że u nas nie ma dziecka. Jest nam fajnie ze sobą, a ja jestem
akceptowana z tymi wszystkimi moimi spadkami nastrojów, z naszą niepłodnością.
Druga
sytuacja też była na weselu. Synek mojego szwagra darł się do mnie z drugiego
końca podwórka: ciociuuu, ciociuuu chodź tu!!! Pokażę Ci coś pięknego! Jak
chciałam wtedy, żeby to moje dziecię mnie tak wołało, żeby mówiło, że chce mu
się pić i chce ze mną zatańczyć. Z drugiej strony jak cudownie być tą ciocią,
za którą się krzyczy...Koniec końców tym czymś pięknym był skalniak z sadzawką,
ale dla mnie ten krzyk ciociuuu był piękny:)
A teraz
jeszcze wiadomość od bliskiej mi osoby o ciąży. Ona tak samo walczyła o dzieci
latami, dzieci przyszły chyba w najmniej spodziewanym momencie. Dzieci, bo to
jest już drugie, po niecałym roku od pierwszego, na które czekali długie lata.
Niestety ja ciężko znoszę zazwyczaj informacje o ciążach. Mam do siebie o to
pretensje, można by o tym napisać osobny post. Tym razem wiadomość ta
przyniosła radość. Widzę jak te nasze życie jest przewrotne, jak wszystko może
się zmienić. Cieszę się tą historią i czerpię z niej siłę dla siebie.
Panie
Boże dziękuję, że dajesz mi te wszystkie sytuacje. Spraw, żebym umiała je
dostrzegać i widziała te dobro, które niosą.
środa, 18 maja 2016
Sens
Dziś
zakończyła się seria operacji wszczepienia stymulatorów osobom w
śpiączce. Nie znam dokładnie szczegółów, ale wiem, że
organizacją ich zajmowała się Klinika Budzik Ewy Błaszczyk, a
jedną z tych operowanych osób była jej córka. Zabieg jest wielką
szansą dla osób będących w śpiączce, aby odzyskały świadomość.
Jest bardzo innowacyjny, do tej pory był przeprowadzony tylko w
Japonii.
Nie
znam dobrze historii życia Pani Ewy. Wiem, że spotkała ją wielka
tragedia. Jakiś czas temu oglądałam z Nią wywiad, gdzie między
innymi mówiła jak trudno jej być szczęśliwą, że marzy tylko o
tym, żeby Ola – jej córka, wybudziła się ze śpiączki.
Najlepiej,
żeby jej tragedia nigdy się nie wydarzyła. Pani Ewa żyłaby sobie
teraz szczęśliwa, miała dwie zdrowe córki i prowadziła ciekawe
życie aktorki. Tak byłoby najlepiej, wiem o tym. Patrząc jednak na
to, co się dzieje, myślę sobie, jak dużo z tego złego powstało
dobrego i pięknego. Niesamowicie dużo.
Nie
mogę porównywać swojej historii do historii Pani Ewy, ale też bym
chciała zamienić nasze trudne doświadczenia w coś tak pięknego i
dobrego.
Dobrej
nocy Wam życzę. I pięknych marzeń:)
czwartek, 28 kwietnia 2016
Inspiracja
Jakiś
czas temu na kursie adopcyjnym miałam spotkanie z mamą adopcyjną
dziewczynki z bardzo zaawansowanym płodowym zespołem alkoholowym.
Opowiadała nam o tej chorobie, o córce, o swojej codzienności.
Była to bardzo skromna kobieta, ale mnie urzekła. Miała w sobie
tyle siły i radości, że rozdawała ją wszystkim wokół. Z taką
ławtością mówiła o trudnych sprawach. Słuchałam jej wtedy i
myślałam: jak ja bym chciała w ten sposób podchodzić do życia.
U mnie niestety schemat wygląda inaczej: jest problem, jest
zamartwianie się i trzymanie się tego problemu, jakby nie było
lepszych rzeczy do roboty. Dopiero po jakimś czasie zaczynam szukać
rozwiązania, albo okazuje się, że nie było sensu się tyle
martwić, bo rozwiązanie przyszło samo. Staram się ten schemat
przeskoczyć, ale jeszcze dużo mi brakuje do perfekcji.
Ta
mama adopcyjna była dla mnie inspiracją. Oprócz tego, że oswaja z
tematem chorób na kursie adopcyjnym, utworzyła też grupę
wsparcia, dla rodziców, których dzieci cierpią na FAS. Tyle dobra
z siebie daje i tylu ludziom pomaga, a mogłoby się uważać, że to
właśnie ona potrzebuje pomocy. Gdy ktoś z sali zapytał ją, jak
sobie daje radę, skąd ma tyle siły, odpowiedziała, że ona nie
daje rady sama. Oddała się Panu Bogu i to On ją prowadzi i daje tą
siłę. Sama jest bardzo słaba.
Ja
też czasem zadaję sobie pytanie czy dam radę? Nie wiem jak długo
będę czekać na moje dziecko, z iloma jeszcze problemami przyjdzie
mi się zmierzyć. Po takich spotkaniach utwierdzam się w
przekonaniu, że odpowiedź jest tylko jedna. Moje siły są bardzo
ograniczone, potrzeba mi czasem „kopniaka”, żeby ruszyć z
miejsca, ale wierzę, że Pan Bóg jest przy mnie, kieruje mną, a ja
chcę dać się mu prowadzić i iść do przodu razem z Nim.
czwartek, 10 marca 2016
Nie dobrze, żeby człowiek był sam...
We
wpisach każdej z nas przewija się temat wzajemnych relacji.
Zastanawiałam się, co mogę dodać od siebie do naszego bloga, żeby
było ciekawie i niemonotonnie, ale mi też ten temat cały czas
chodzi po głowie. Pokazuje to, jak bardzo jest on dla nas ważny i
niestety też to, że niepłodność nam te relacje bardzo psuje.
W
naszym problemie bardzo łatwo można być samotnym. Człowiek zamyka
się w sobie. Boi się wścibskich pytań. Rozmowy stają się
powierzchowne, bo nie chcemy mówić o tym, co tak naprawdę z nami
się dzieje. Nasi znajomi stają się coraz bardziej odlegli, bo ile
można rozmawiać o pogodzie omijając połowę tematów (nie chcę
pytać co u nich, bo oni zaraz zapytają co u mnie, a mi się nie
chcę o tym gadać; nie chcę pytać co tam u kogoś, bo być może
jest w ciąży i trudno będzie mi się z tego cieszyć, a nie smucić
się, bo ja też tak tego pragnę). Też przez to przeszłam i
strasznie to przeżywałam. Dzięki Bogu nasi najbliżsi znajomi są
bardziej uparci i mimo tego, że ja zamykałam się w sobie, oni
ciągle nas zapraszali, chociaż często odmawiałam. Myślę, że
trochę domyślali się o co chodzi. W dużym stopniu w tym, żeby
się otworzyć pomogło mi duszpasterstwo. Tam cały czas mówiło
się o uczuciach i to właśnie o tych niechcianych. Był to dla mnie
czas, żeby oswoić się z problemem, zacząć o nim rozmawiać, że
wylewając przy tym potoku łez. Poznałam bardzo fajnych ludzi,
którzy mimo takiego samego problemu chodzili uśmiechnięci i
widzieli te pootwierane dla nas okna, gdy ja widziałam tylko
pozamykane drzwi. Cieszę się, że na nich trafiłam.
Piszę
to wszystko dlatego, bo nie chciałabym, żeby teraz taka druga Aga,
która ma ten sam problem, siedziała sama w kuchni i płakała nie
widząc wyjścia z tej sytuacji. To wyjście jest, a Pan Bóg pomaga
je nam zobaczyć. Nie warto siedzieć samemu, razem naprawdę jest
łatwiej. Jak zaczyna się rozmawiać jest łatwiej. Pierwszy ruch
wymaga odwagi i zrobienia czegoś wbrew sobie, ale się opłaca...
Na koniec chciałabym Wam polecić fajny filmik na dobry
humor i na odwagę:) Taki lekki i przyjemny, zachęcający do
działania. "Praktykant" - film o starszym panu, który
czuje się już trochę niepotrzebny. Żona zmarła, syn założył
rodzinę i wyjechał z miasta, a On na emeryturze ma bardzo dużo
wolnego czasu. Mimo, że to w ogóle inna sytuacja życiowa, jakoś
odniosłam go do siebie. Nie zdradzam więcej. Miłego oglądania:)
PS.
Trochę późno, ale może komuś się przyda – dziś dzień
naszych cudownych mężczyzn:)
środa, 3 lutego 2016
Zaczynamy
Pięć
dziewczyn, które chcą być szczęśliwe mimo deszczu. Na każdego
człowieka ten deszcz spada w innej postaci. W naszym przypadku było
to wielkie pragnienie macierzyństwa, na którego spełnienie długo
czekałyśmy bądź jeszcze czekamy. Jak przetrwać ten czas i nie
stracić nadziei...? Nie ma na to pytanie dobrej odpowiedzi. Nam
pomaga w tym wspólna modlitwa i rozmowy w Duszpasterstwie Małżeństw
Pragnących Potomstwa w kościele na warszawskiej Pradze.
Podczas
tych rozmów zrodził się pomysł na blog. Miałby on oczyścić
nasze emocje, ale też pokazać, że razem łatwiej jest przez to
wszystko przejść. Trudny to projekt. Nie wiemy jak zostaniemy
odebrane. Jednak będzie to też bardzo ciekawe doświadczenie. Jedne
z nas są na etapie leczenia, inne na drodze adopcji lub rozeznania
swojej drogi, a jedna z nas po siedmiu latach starań urodziła
ślicznego synka. Wiele perspektyw, jedno pragnienie, wspólna
rozmowa, a w tle tego wszystkiego Bóg. Nie chodzi o to, żeby zamknąć się wśród ludzi z problemem niepłodności i w ten sposób
się chronić. Nam rozmowa dała siłę, żeby wyjść do innych i
pozwolić im nas zrozumieć. Chciałybyśmy tym wszystkim podzielić
się z Wami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


