Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aga. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 sierpnia 2017

Modlitwa

Chciałabym podzielić się z Wami modlitwą, którą znalazłam przeglądając książki w...supermarkecie:) Jak widać, Pana Boga można znaleźć wszędzie:) Rzadko prosimy Boga o pogodę ducha. Wydaje się, że jest tyle innych ważnych spraw. Ja tą modlitwę odebrałam jako wskazówkę jak żyć. Przeczytałam ją i poczułam spokój. Pomyślałam sobie: "Tak, Panie Boże, tak właśnie chcę żyć. Potrzebna mi jest właśnie ta pogoda ducha". Zrobiłam zdjęcie tej modlitwy, żeby Wam ją pokazać, może na Was podziała podobnie:)

piątek, 11 sierpnia 2017

Nareszcie

Chciałabym się z Wami podzielić informacją, że dostaliśmy synka. Jeden telefon, a tyle przyniósł zmian w naszym życiu. Bardzo dobrych zmian. Nasza droga do macierzyństwa dobiegła końca, a teraz przyszedł czas na kolejną podróż już we trójkę. Nie wiemy co przyniesie nam przyszłość, ale staramy się z mężem jak najwięcej czerpać z dnia dzisiejszego. Cieszyć każdym synusiowym uśmiechem, kąpielą czy spacerkiem. Mam poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu.

Dziękuje Ci synku, że jesteś. Dziękuję Ci mamo biologiczna, że zdecydowałaś się Go urodzić.


wtorek, 6 czerwca 2017

ACZkolwiek - kocham życie!

Niedawno wpadła mi w ręce bardzo dobra książka. Taka nietypowa zdobycz z rowerowej wycieczki. Po pierwsze urzekła mnie jej okładka. Taka bajkowa i tajemnicza. Potem przeczytałam pierwszą stronę tej książki i przepadłam. Po prostu to było piękne. Podziałało na mnie bardzo inspirująco i chciałam się koniecznie dowiedzieć kto to napisał i czytać te słowa jeszcze raz i jeszcze raz. Chyba to dla tej pierwszej strony kupiłam tą książkę.

Autorką książki jest Asia Czapla, młoda, ambitna dziewczyna, chora na rdzeniowy zanik mięśni. Opisuje ona swoje życie, walkę z chorobą, swoje wzloty i upadki. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie siła tej dziewczyny. I nie chodzi tu o to, że choćby się waliło i paliło, Ona przyjmuje wszystko ze spokojem ducha i uśmiechem na twarzy. Ona upada i podnosi się. To na tym polega siła. Ta książka to świadectwo, że trzeba o siebie walczyć. W opisy codzienności wplecione są bardzo mądre słowa. Między innymi to, że to kondycja naszego umysłu warunkuje zdolność życia pełną piersią. Nasze ciało, ułomności nie mają nic z tym wspólnego. Liczy się głowa.


Dla mnie ta książka jest wielkim motywatorem. Pokazuje, że świat jest piękny, daje nam dużo możliwości i to my decydujemy jak go wykorzystamy. Czasem doświadczamy wielkiego cierpienia, smutku czy porażki. Nie poddawajmy się, szukajmy rozwiązania. Jak pisze w recenzji Ewa Błaszczyk - "od rozpaczy do nadziei jest droga długa i bolesna, ale warto na nią wejść". Mamy jedno życie i trzeba je wycisnąć jak cytrynkę, chociaż dla każdego znaczy to coś innego. Zostawiam Was z tą pierwszą stroną. Mam nadzieję, że Wam też się spodoba.




środa, 15 marca 2017

Uczucia niechciane

Niepłodność przynosi ze sobą cały bagaż uczuć. Do części z nich wcale nie chcemy się przyznawać. Łatwiej głośno powiedzieć, że niepłodność uczy empatii, cierpliwości czy doceniania tego, co mamy. Wszystko to jest przecież prawdą. Trudniej przyznać się do swoich słabości.

Dla mnie ogromnie stresujące są sytuacje, gdy przyszła mama przekazuje mi informację o ciąży. Tak bardzo chciałabym dzielić radość z tą osobą i nie myśleć o sobie. Niestety, ja zawsze odnoszę tą informację do siebie. Mimo tego, że mogę powiedzieć, że pogodziłam się z moją sytuacją i szukam w niej drogi dla siebie, to zawsze serducho zaboli. Nie chcę tego czuć. Kiedyś koleżanka przepraszała mnie, że poinformowała o swojej ciąży mailem. Myślę, że jak dla mnie jest to bardzo dobry sposób. Wtedy może mi swobodnie najpierw polecić łezka, mam czas na ogarnięcie, a potem łatwiej jest pogratulować i skupić się na tej osobie.

Jakiś czas temu dowiedziałam się o ciąży ważnej dla mnie osoby. Niestety nie zdołałam opanować wtedy moich emocji. Myślę, że każdy zwrócił uwagę na moje zapłakane oczy, smutek i fakt, że nie gratulowałam,  ani dopytywałam o szczegóły. Chciałam odkręcić tą sytuację, zadzwoniłam, przeprosiłam i starałam się siebie wytłumaczyć. Teraz niby wszystko jest dobrze, ale strasznie ciąży mi tamto wydarzenie. Bardzo się spinam w towarzystwie tej osoby, co tylko powiększa przepaść między nami. Wiem, że muszę coś z tym zrobić.

Bardzo smutny mi wyszedł ten post, ale czasem warto jest coś z siebie wyrzucić, żeby przyszło nowe, lepsze i zastąpiło to niechciane uczucie.

wtorek, 24 stycznia 2017

Jest dobrze

Ostatnio moje życie jakoś od tematu niepłodności odbiegło. Czekamy na nasze dziecko z chmur i może ta pewność, że kiedyś to się stanie pozwala zajmować się czymś innym. Takie to przewrotne, że niby nic się nie zmienia, a wszystko wygląda inaczej. To jeszcze jeden dowód na to, że to nasze życie zależy od nas, od naszego sposobu myślenia. Trzeba po prostu zacząć chcieć.


Od jakiegoś czasu bardzo relaksuje mnie gotowanie. Długie zimowe wieczory temu sprzyjają. Uwielbiam usiąść wieczorkiem z herbatką i oglądać książki kucharskie. Same te kolorowe obrazki działają na mnie inspirująco. Potem w weekend działam:) Skutki moich działań są różne, ale mimo wszystko satysfakcja jest. Ostatnio jak pojechaliśmy na weekend do mamy wygrzebałam z półki takie małe kieszonkowe gazetki z różnymi prostymi przepisami. Był tam przepis na potrawę z cebulą w roli głównej. Do tego kiełbaska i papryka. To wszystko smażone razem na patelni. Kiedyś u mnie w domu mama taką duszoną cebulkę robiła, a potem, jak sama powiedziała, o tym po prostu zapomniała. Cebulkę zrobiłyśmy na drugi dzień, okazało się, że cieszyła się takim powodzeniem, że dla wszystkich nie starczyło:) Jest to bardzo proste danie, raczej nie z tych na salony;), ale smaczne. Oczywiście też zdarzają mi się bardziej wyszukane potrawy, ale nie będę Was nimi zanudzać.

piątek, 23 grudnia 2016

Życzenia Świąteczne


Kochani,

Życzymy Wam wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, chwili zapomnienia o tęsknotach, otwarcia na Boży plan i pomyślnego Nowego Roku.

A do życzeń jeszcze wierszyk ks. Jana Twardowskiego :)

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.

Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego.

Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce.

czwartek, 15 grudnia 2016

Rekolekcje

Święta zbliżają się wielkimi krokami. U nas wczoraj skończyły się rekolekcje. W tym roku były bardzo ciekawe, ale też wyczerpujące. Chodziliśmy na 19.30 na mszę, a potem była jeszcze konferencja i wracaliśmy przed 22.00.

W jeden dzień podczas konferencji świadectwo mówiło młode małżeństwo. Byli 3 lata po ślubie. Mieli synka i spodziewali się córeczki. Byli bardzo uśmiechnięci i rozgadani, pełni takiej wewnętrznej radości. Sprawiali wrażenie ludzi bez problemów. Słuchaliśmy o tym jak się poznali, jak zakochali, opowiadali śmieszne historie ze swojego życia, np. na swoim ślubie do kościoła jechali traktorem, bo w tym dniu popsuły im się wszystkie samochody:). Szczerze powiem, pomyślałam sobie, że łatwo im się cieszyć, jak tak wszystko się układa. Zastanawiałam się, co jest dla mnie, z tego co mówią. Moje życie jest inne niż ich. Wtedy oni zaczęli opowiadać o swoim synku. Teraz ma już dwa latka, pokazywali jego zdjęcia. Jak miał roczek stwierdzono u niego rdzeniowy zanik mięśni, niedawno nauczył się chodzić, a teraz już powoli przestaje. Straszna informacja, ciężko mi było się po niej pozbierać i złożyć wszystko w całość. Ich radość, obok takiego problemu, ich spokój, obok takiej bezsilności. Wiem, jak mnie czasem pokonuje mój problem, jak przychodzi "wielki smutek" i nie daję rady go odgonić. Ich problem jest większy. Skąd w nich ta siła? Powiedzieli takie fajne zdanie, które stwierdziłam, że jest dla mnie idealne. Powiedzieli, że chcą, żeby Pan Bóg prowadził ich przez życie, niezależnie od tego jak się potoczy. On jest siłą ich małżeństwa.

Wśród nas żyją ludzie z różnymi historiami, o których nie mamy pojęcia. Od wielu moglibyśmy się dużo nauczyć. Świadectwo tego małżeństwa było dla mnie taką wiadomością, że to ja decyduję jak moje życie wygląda i jak odbierają mnie inni. Mogę być fajną żoną, dobrą koleżanką, z którą ma się wiele tematów, chociaż słabo się zna na dzieciach;) albo człowiekiem, który chowa się przed światem. To jest mój wybór.

niedziela, 13 listopada 2016

Nie stój w miejscu

Pewien czas temu usłyszałam na kazaniu takie jedno zdanie, które do tej pory siedzi mi w głowie i nie daje mi spokoju. Ksiądz powiedział: "nie stój w miejscu, problemy rozwiązują się w drodze, idź i szukaj, rozwiązanie problemów przyjdzie z czasem..." Jakoś to do mnie trafiło. Bo ja nie chcę stać w miejscu. Ja chcę czuć i doświadczać. Chociaż czasem jest ciężko.


Piszę to zdanie tutaj, bo może też dla kogoś z Was będzie ono taką prostą, małą wskazówką. Może ktoś je sobie przypomni jak dopadną go gorsze dni. Pomyśli wtedy, że teraz to ja muszę zawalczyć o siebie, a nie skupiać się na tym jak brzydko wyglądam zapłakana w lustrze. Mi ono się przypomina, gdy przychodzą jakieś ciemne myśli i każe brać się w garść.

piątek, 7 października 2016

Latam nad ziemią:)))

Dowiedziałam się, że znajomi z kursu adopcyjnego dostali synka:) Pierwsi z naszej grupy:) Coś ruszyło! Hip hip huraaa! Rozmawiałam z koleżanką dziś chyba około godziny i nie było mi dość. Mogłabym tego słuchać i słuchać:) Najchętniej bym tu wszystko napisała, ale to historia S., ja opiszę swoją, jeśli będzie mi dane. Zdradzę tylko, że koleżanka mówiła, że synek w rodzinie zastępczej tak naprawdę miał wszystko. Był zadbany, najedzony, miał dużo fajnych zabawek. On potrzebował bliskości. Opowiadała jak synek podnosi bluzkę ze swojego brzuszka i z jej i przytula się skóra do skóry. Uwielbia tak się przytulać, uwielbia być blisko. Mówiła, że czasem nawet jak je, to trzyma ją za rękę.

Wiem, że różnie bywa, wiem, że są też problemy te większe i mniejsze. Jednak, gdy pomyślę sobie, że my tu żyjemy na swojej planecie, ze swoim problemem niepłodności, czujemy się czasem niepotrzebni, szukamy sensu, a tak blisko znajduje się druga planeta, na której jest ktoś, kto potrzebuje miłości i opieki, to czuje sens mojego życia bardzo mocno. Trzeba tylko jeszcze trochę cierpliwości.

W każdym razie dziś jest bardzo dobry dzień. Słucham listy przebojów trójki i latam nad ziemią:) 

niedziela, 4 września 2016

Wciąż szukam...

''Ucz mnie, Panie, wypełniać Twoją świętą wolę, znaleźć i ustalić miejsce, gdzie mogę Tobie najlepiej służyć''


Ta modlitwa wisiała kiedyś u mnie w pokoju nad łóżkiem. Powtarzałam ją w trudnych dla mnie momentach, kiedy potrzebowałam wsparcia z góry. Potem ją trochę zapomniałam. Wyprowadziłam się, oddałam mamie swój pokój, a modlitwa gdzieś się zapodziała.

środa, 10 sierpnia 2016

A w mojej głowie wojna...

Za oknem dziś deszczowo. Czuję jakby kończyło się lato. W głowie jakieś wszechogarniające uczucie, że już czas na zmianę. I ogromne pytanie kiedy ona nastąpi... Czuję jakbym nie miała na nic wpływu, cały czas musiała ustępować, akceptować to, co się dzieje. Chciałabym zmienić pracę, ale wiem też, że muszę jeszcze trochę poczekać, że to będzie dla nas lepsze. Mam nadzieję, że wkrótce będę potrzebowała urlopu macierzyńskiego i wychowawczego i umowa na czas nieokreślony mi to umożliwi. Chciałabym żyć wolniej, nie musieć podejmować codziennie tylu decyzji, robić planów na dni, tygodnie... Chciałabym już przestać czekać...

środa, 22 czerwca 2016

Mój punkt widzenia

Jakiś czas temu oglądałam jedną z dobranocek o. Szustaka o budujących katedrę. Każdy robił to samo, był w takiej samej sytuacji, jednak też każdy z nich odbierał tą sytuację inaczej. Jeden jako ciężką pracę, aby zarobić na chleb, a drugi jako udział w wielkim przedsięwzięciu o wielkim celu.

Po obejrzeniu tej dobranocki przyszła do mnie taka refleksja, że ja często używam stwierdzenia, że nie mi oceniać, bo jestem w innej sytuacji. Jakoś raczej słabo myślę o tym, że też ludzie w tej samej sytuacji inaczej przeżywają swoje problemy i inaczej z nimi idą przez życie.

W ostatnim czasie widzę sytuacje, które właśnie mogę odbierać w różny sposób. Albo jako takie, które przyniosą radość albo takie, które tylko pogłębią moje uczucie osamotnienia.

Jedna sytuacja była na poprawinach po weselu mojej szwagierki. Piękna pogoda, siedzieliśmy sobie na ławce pod salą - my, moja teściowa, jej rodzeństwo i moi szwagrowie z żonami i dziećmi. Jedno jeszcze malutkie, teściowa bujała w wózku. Jak tak siedzieliśmy, w pewnym momencie, pomiędzy jednym a drugim tematem teściowa wtrąciła, że w życiu są piękne tylko chwile i to jest właśnie ta chwila. Pomyślałam sobie wtedy, że ona mnie nie rozumie...Nie wie jak bardzo obezwładniające jest dla mnie pragnienie dziecka, teraz też kiedy te bąble biegają wokół. Z drugiej strony poczułam też jakąś taką akceptację. Nie jest najważniejsze dla niej to, że u nas nie ma dziecka. Jest nam fajnie ze sobą, a ja jestem akceptowana z tymi wszystkimi moimi spadkami nastrojów, z naszą niepłodnością.

Druga sytuacja też była na weselu. Synek mojego szwagra darł się do mnie z drugiego końca podwórka: ciociuuu, ciociuuu chodź tu!!! Pokażę Ci coś pięknego! Jak chciałam wtedy, żeby to moje dziecię mnie tak wołało, żeby mówiło, że chce mu się pić i chce ze mną zatańczyć. Z drugiej strony jak cudownie być tą ciocią, za którą się krzyczy...Koniec końców tym czymś pięknym był skalniak z sadzawką, ale dla mnie ten krzyk ciociuuu był piękny:)

A teraz jeszcze wiadomość od bliskiej mi osoby o ciąży. Ona tak samo walczyła o dzieci latami, dzieci przyszły chyba w najmniej spodziewanym momencie. Dzieci, bo to jest już drugie, po niecałym roku od pierwszego, na które czekali długie lata. Niestety ja ciężko znoszę zazwyczaj informacje o ciążach. Mam do siebie o to pretensje, można by o tym napisać osobny post. Tym razem wiadomość ta przyniosła radość. Widzę jak te nasze życie jest przewrotne, jak wszystko może się zmienić. Cieszę się tą historią i czerpię z niej siłę dla siebie.

Panie Boże dziękuję, że dajesz mi te wszystkie sytuacje. Spraw, żebym umiała je dostrzegać i widziała te dobro, które niosą. 

środa, 18 maja 2016

Sens

Dziś zakończyła się seria operacji wszczepienia stymulatorów osobom w śpiączce. Nie znam dokładnie szczegółów, ale wiem, że organizacją ich zajmowała się Klinika Budzik Ewy Błaszczyk, a jedną z tych operowanych osób była jej córka. Zabieg jest wielką szansą dla osób będących w śpiączce, aby odzyskały świadomość. Jest bardzo innowacyjny, do tej pory był przeprowadzony tylko w Japonii.

Nie znam dobrze historii życia Pani Ewy. Wiem, że spotkała ją wielka tragedia. Jakiś czas temu oglądałam z Nią wywiad, gdzie między innymi mówiła jak trudno jej być szczęśliwą, że marzy tylko o tym, żeby Ola – jej córka, wybudziła się ze śpiączki.

Najlepiej, żeby jej tragedia nigdy się nie wydarzyła. Pani Ewa żyłaby sobie teraz szczęśliwa, miała dwie zdrowe córki i prowadziła ciekawe życie aktorki. Tak byłoby najlepiej, wiem o tym. Patrząc jednak na to, co się dzieje, myślę sobie, jak dużo z tego złego powstało dobrego i pięknego. Niesamowicie dużo.

Nie mogę porównywać swojej historii do historii Pani Ewy, ale też bym chciała zamienić nasze trudne doświadczenia w coś tak pięknego i dobrego.

Dobrej nocy Wam życzę. I pięknych marzeń:)

czwartek, 28 kwietnia 2016

Inspiracja

Jakiś czas temu na kursie adopcyjnym miałam spotkanie z mamą adopcyjną dziewczynki z bardzo zaawansowanym płodowym zespołem alkoholowym. Opowiadała nam o tej chorobie, o córce, o swojej codzienności. Była to bardzo skromna kobieta, ale mnie urzekła. Miała w sobie tyle siły i radości, że rozdawała ją wszystkim wokół. Z taką ławtością mówiła o trudnych sprawach. Słuchałam jej wtedy i myślałam: jak ja bym chciała w ten sposób podchodzić do życia. U mnie niestety schemat wygląda inaczej: jest problem, jest zamartwianie się i trzymanie się tego problemu, jakby nie było lepszych rzeczy do roboty. Dopiero po jakimś czasie zaczynam szukać rozwiązania, albo okazuje się, że nie było sensu się tyle martwić, bo rozwiązanie przyszło samo. Staram się ten schemat przeskoczyć, ale jeszcze dużo mi brakuje do perfekcji.

Ta mama adopcyjna była dla mnie inspiracją. Oprócz tego, że oswaja z tematem chorób na kursie adopcyjnym, utworzyła też grupę wsparcia, dla rodziców, których dzieci cierpią na FAS. Tyle dobra z siebie daje i tylu ludziom pomaga, a mogłoby się uważać, że to właśnie ona potrzebuje pomocy. Gdy ktoś z sali zapytał ją, jak sobie daje radę, skąd ma tyle siły, odpowiedziała, że ona nie daje rady sama. Oddała się Panu Bogu i to On ją prowadzi i daje tą siłę. Sama jest bardzo słaba.

Ja też czasem zadaję sobie pytanie czy dam radę? Nie wiem jak długo będę czekać na moje dziecko, z iloma jeszcze problemami przyjdzie mi się zmierzyć. Po takich spotkaniach utwierdzam się w przekonaniu, że odpowiedź jest tylko jedna. Moje siły są bardzo ograniczone, potrzeba mi czasem „kopniaka”, żeby ruszyć z miejsca, ale wierzę, że Pan Bóg jest przy mnie, kieruje mną, a ja chcę dać się mu prowadzić i iść do przodu razem z Nim. 

czwartek, 10 marca 2016

Nie dobrze, żeby człowiek był sam...

We wpisach każdej z nas przewija się temat wzajemnych relacji. Zastanawiałam się, co mogę dodać od siebie do naszego bloga, żeby było ciekawie i niemonotonnie, ale mi też ten temat cały czas chodzi po głowie. Pokazuje to, jak bardzo jest on dla nas ważny i niestety też to, że niepłodność nam te relacje bardzo psuje.

W naszym problemie bardzo łatwo można być samotnym. Człowiek zamyka się w sobie. Boi się wścibskich pytań. Rozmowy stają się powierzchowne, bo nie chcemy mówić o tym, co tak naprawdę z nami się dzieje. Nasi znajomi stają się coraz bardziej odlegli, bo ile można rozmawiać o pogodzie omijając połowę tematów (nie chcę pytać co u nich, bo oni zaraz zapytają co u mnie, a mi się nie chcę o tym gadać; nie chcę pytać co tam u kogoś, bo być może jest w ciąży i trudno będzie mi się z tego cieszyć, a nie smucić się, bo ja też tak tego pragnę). Też przez to przeszłam i strasznie to przeżywałam. Dzięki Bogu nasi najbliżsi znajomi są bardziej uparci i mimo tego, że ja zamykałam się w sobie, oni ciągle nas zapraszali, chociaż często odmawiałam. Myślę, że trochę domyślali się o co chodzi. W dużym stopniu w tym, żeby się otworzyć pomogło mi duszpasterstwo. Tam cały czas mówiło się o uczuciach i to właśnie o tych niechcianych. Był to dla mnie czas, żeby oswoić się z problemem, zacząć o nim rozmawiać, że wylewając przy tym potoku łez. Poznałam bardzo fajnych ludzi, którzy mimo takiego samego problemu chodzili uśmiechnięci i widzieli te pootwierane dla nas okna, gdy ja widziałam tylko pozamykane drzwi. Cieszę się, że na nich trafiłam.

Piszę to wszystko dlatego, bo nie chciałabym, żeby teraz taka druga Aga, która ma ten sam problem, siedziała sama w kuchni i płakała nie widząc wyjścia z tej sytuacji. To wyjście jest, a Pan Bóg pomaga je nam zobaczyć. Nie warto siedzieć samemu, razem naprawdę jest łatwiej. Jak zaczyna się rozmawiać jest łatwiej. Pierwszy ruch wymaga odwagi i zrobienia czegoś wbrew sobie, ale się opłaca...

Na koniec chciałabym Wam polecić fajny filmik na dobry humor i na odwagę:) Taki lekki i przyjemny, zachęcający do działania. "Praktykant" - film o starszym panu, który czuje się już trochę niepotrzebny. Żona zmarła, syn założył rodzinę i wyjechał z miasta, a On na emeryturze ma bardzo dużo wolnego czasu. Mimo, że to w ogóle inna sytuacja życiowa, jakoś odniosłam go do siebie. Nie zdradzam więcej. Miłego oglądania:)

PS. Trochę późno, ale może komuś się przyda – dziś dzień naszych cudownych mężczyzn:) 

środa, 3 lutego 2016

Zaczynamy


Pięć dziewczyn, które chcą być szczęśliwe mimo deszczu. Na każdego człowieka ten deszcz spada w innej postaci. W naszym przypadku było to wielkie pragnienie macierzyństwa, na którego spełnienie długo czekałyśmy bądź jeszcze czekamy. Jak przetrwać ten czas i nie stracić nadziei...? Nie ma na to pytanie dobrej odpowiedzi. Nam pomaga w tym wspólna modlitwa i rozmowy w Duszpasterstwie Małżeństw Pragnących Potomstwa w kościele na warszawskiej Pradze.


Podczas tych rozmów zrodził się pomysł na blog. Miałby on oczyścić nasze emocje, ale też pokazać, że razem łatwiej jest przez to wszystko przejść. Trudny to projekt. Nie wiemy jak zostaniemy odebrane. Jednak będzie to też bardzo ciekawe doświadczenie. Jedne z nas są na etapie leczenia, inne na drodze adopcji lub rozeznania swojej drogi, a jedna z nas po siedmiu latach starań urodziła ślicznego synka. Wiele perspektyw, jedno pragnienie, wspólna rozmowa, a w tle tego wszystkiego Bóg. Nie chodzi o to, żeby zamknąć się wśród ludzi z problemem niepłodności i w ten sposób się chronić. Nam rozmowa dała siłę, żeby wyjść do innych i pozwolić im nas zrozumieć. Chciałybyśmy tym wszystkim podzielić się z Wami.